TKS Romana Orlika pierwszego pancernego asa II wojny światowej + ???

  1. buli 2019-02-15 10:20:36

    W czasach PRL nikt nie mógł mieć żadnych podejrzeń, że wojnę z Niemcami w 1939 r. przegraliśmy z powodu sowieckiego najazdu z 17 września. Z tego powodu komuniści, przez wiele lat rządzący w Polsce, za wszelką cenę starali się przedstawić II Rzeczpospolitą jako zacofane państwo, a Wojsko Polskie walczące w 1939 r. - jako przestarzałą armię.

    Tymczasem przedwojenne Wojsko Polskie było jedną z najnowocześniejszych armii świata. Miało bardzo nowoczesne wyposażenie i uzbrojenie, w tym sprawny system obrony przeciwlotniczej, najskuteczniejszą obronę przeciwpancerną w Europie i potężne siły pancerne, liczące blisko 1000 wozów bojowych. Ponad połowę z nich stanowiły czołgi rozpoznawcze, przez propagandę nazywane lekceważąco ''tankietkami''.

    Czołgi rozpoznawcze powstały w Wielkiej Brytanii. Miały być niewielkimi ruchomymi stanowiskami ciężkich karabinów maszynowych. W latach 30. XX wieku stały się bardzo popularne na całym świecie, wiele państw zakupiło licencje na ich produkcję bądź fabrykowało je samodzielnie. Wśród nich była także Polska. W Rzeczpospolitej zorientowano się jednak, że najważniejsza zaleta tych pojazdów - niewielkie, utrudniające wykrycie, rozmiary - jest jednocześnie ich największą wadą. Bardzo krótki pojazd nie mógł bowiem przejeżdżać nad rowami i okopami, nie nadawał się więc do pokonywania umocnień nieprzyjaciela. Dlatego w Wojsku Polskim wozy te nazwano czołgami rozpoznawczymi i skierowano je do takich właśnie zadań.

    Do służby przyjęto je w 1931 r., oficjalnie nazywając ''lekkim czołgiem rozpoznawczym wzór 1931'', chociaż dużo popularniejszą nazwą był kryptonim ''TK''. Ponad 550 egzemplarzy wyprodukowano w Ursusie, ówcześnie pod Warszawą, w kilku wersjach. Najpopularniejszym modelem był podstawowy TK-3 oraz ulepszony TKS. Czołgi ważyły niespełna 3 tony, były bardzo małe - mniejsze niż mały Fiat 126p - a dwóch załogantów, przedzielonych 46-konnym silnikiem, siedziało obok siebie. Uzbrojeniem był ciężki karabin maszynowy, często uzupełniany ręcznym karabinem maszynowym, który był przeznaczony do obrony przeciwlotniczej. W 1939 r. postanowiono przezbroić 250 ''tekaesów'' w broń przeciwpancerną. Przed wybuchem wojny udało się dokonać tego jedynie w 23-24 wozach. Każdy z nich dostał 20 mm działko - ówcześnie zwane ''najcięższym karabinem maszynowym wz. 38'' - zdolnym do przebicia pancerza każdego czołgu niemieckiego i sowieckiego.

    TKS był ulepszoną wersją czołgu TK-3. Został skonstruowany w Biurze Studiów PZInż. przez zespół pod kierunkiem inż. Edwarda Habicha. Główną zmianą była modernizacja kształtu przedniej części kadłuba, wymiana silnika oraz dodanie peryskopu dla dowódcy, zmiana opancerzenia, instalacji elektrycznej, ulepszenie układu jezdnego. Produkcja seryjna ruszyła w 1934. Wyprodukowano łącznie 280 egzemplarzy. Ponieważ uzbrojenie czołgu TKS uznano za niewystarczające, na początku 1939 roku (po wcześniejszych próbach jesienią 1938) postanowiono przezbroić 250 czołgów (TK-3 i TKS łącznie) w NKM WZ.38FK kal. 20 mm., polskiej konstrukcji. Do grudnia 1939 miano przezbroić 50 czołgów TK-3 i 60 TKS. Ogólna liczba czołgów planowanych do przezbrojenia: 70 TK-3 i 80 TKS. Cykl ten miał się zakończyć z końcem lutego 1940. Do wybuchu wojny zakładom PZInż. dostarczono 26 sztuk nowego uzbrojenia. Ile zdołano przezbroić dokładnie czołgów, nie wiadomo, dość, że w linii znalazły się 23 TKS-y (24) z działkiem 20 mm.

    Na podwoziu czołgu TKS powstał ciągnik artyleryjski C2P. TKS były produkowane w Czechowicach pod Warszawą (obecnie Warszawa - Ursus), w fabryce Ursus, należącej do PZInż.

    W kampanii wrześniowej 1939 w czołgi TKS były uzbrojone dywizjony pancerne wchodzące w skład brygady kawalerii, samodzielne kompanie czołgów rozpoznawczych, przydzielane poszczególnym dywizją piechoty oraz oddziały rozpoznawcze 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej  i Warszawskiej brygady pancerno-motorowej, jak i ich organiczne kompanie czołgów rozpoznawczych. W sumie Wojsko Poloskie posiadało na stanie w połowie 1939 roku 300 wozów TK-3 i 274 TKS. Mobilizacja przewidywała etaty na łączną liczbę 430 czołgów rozpoznawczych, TKS i TK-3, w tym 50 szt.(po 5 na pociąg pancerny) przydzielone pociągom pancernym. W Kampanii Wrześniowej  brało udział nieco więcej wozów, bądź to w postaci uzupełnień, bądź doraźnie organizowanych z rezerw jednostek, niestety, z racji skąpego materiału źródłowego, nie sposób ustalić dokładnej liczby.

    Skuteczność w walce z niemieckimi czołgami tankietek TKS uzbrojonych w najcięższe karabiny maszynowe kalibru 20mm opisał gen. Franciszek Skibiński relacjonując wydarzenia mające miejsce 9 września podczas obrony Łańcuta kiedy to 101 Kompania Czołgów Rozpoznawczych  TKS pod dowództwem por. Zdzisława Ziemskiego ruszyła z odsieczą Dywizjonowi Rozpoznawczemu.

    Uzbrojoną w działko tankietką TKS, dowodził plut. podch. Edmund Roman Orlik. Jest on uważany za pierwszego w historii polskiego asa pancernego. W czasie kasmpanii wrześniowej 1939 zniszczył 13 niemieckich czołgów.

     

    Roman Orlik - urzędowo Edmund Roman Orlik - był typowym przedstawicielem młodzieży wychowanej w czasach II Rzeczypospolitej. Urodził się w ostatnim roku pierwszej wojny światowej w wielkopolskim Rogoźnie. Tuż po maturze zgłosił się na ochotnika do wojska, odbył przeszkolenie w Centrum Przeszkolenia Broni Pancernych w Modlinie, a następnie rozpoczął studia architektoniczne na Politechnice Warszawskiej. Zmobilizowano go latem 1939 r. i - jako plutonowy podchorąży rezerwy - został dowódcą czołgu TKS w 71. dywizjonie pancernym Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Dywizjon dysponował kilkoma samochodami pancernymi i 13 czołgami rozpoznawczymi, w tym 4 uzbrojonymi w działka 20 mm.

     

    Roman Orlik wraz ze swoim czołgiem walczył w szeregach Armii ''Poznań''. Wziął między innymi udział w bitwie nad Bzurą. 14 września - podczas debiutu bojowego pod Brochowem - zniszczył swoje pierwsze trzy niemieckie czołgi. 17 września Armia ''Poznań'' przerwała walki nad Bzurą i rozpoczęła odwrót w kierunku Warszawy. Właśnie wtedy niesamowitą skutecznością popisał się podchorąży Roman Orlik, wraz ze swoim kierowcą - kapralem Bronisławem Zakrzewskim. Walki toczyły się wówczas w Puszczy Kampinoskiej, terenie niezbyt nadającym się do użycia czołgów, ale za to doskonałym do przeprowadzania zasadzek.

    Wieczorem 18 września Niemcy podjęli próbę zamknięcia drogi do Warszawy, która jednak została udaremniona przez polskich żołnierzy. Generał Roman Abraham - dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii - pozostawił opis tej walki: ''Na skrzyżowaniu dróg leśnych, około 2 km na północ od miejscowości Pociecha, straż przednia natknęła się na niemiecki zmotoryzowany pododdział rozpoznawczy w sile kilku czołgów, motocykli i samochodów. Zdecydowanie dowodzone pododdziały 15. pułku ułanów szybko łamią opór nieprzyjaciela. Na szczególną pochwałę zasługuje odwaga i zimna krew starszego ułana Adama Furmana, który z najbliższej odległości celnym strzałem zapalił i zniszczył nadjeżdżający wprost na niego czołg. Dalsze dwa czołgi zniszczył pluton TKS i nasze niezawodne rusznice przeciwpancerne''

    Ułani, którzy - wbrew czarnej legendzie rozpowszechnianej przez nazistów i komunistów - byli nowoczesnym wojskiem – i to bogato wyposażonym w uzbrojenie przeciwpancerne - powstrzymali natarcie Niemców. Wówczas na ich skrzydło wyjechały czołgi Romana Orlika – w tym jego własny TKS z działkiem 20 mm, osłaniany przez dwa TK-3 z karabinami maszynowymi. Polacy zaskoczyli niemieckich czołgistów, otworzyli ogień z boku i po kolei wyeliminowali czołgi wroga. Na konto podchorążego Orlika zaliczono trzy czołgi, w tym wóz niemieckiego dowódcy plutonu. Był nim nie byle kto, bo sam książę raciborski Viktor Albrecht Johannes Josef Michael Maria von Hohenlohe-Schillingsfürst. Poległ w spalonym czołgu.

    19 września walki przeniosły się kilka kilometrów w stronę Warszawy i toczyły się o wieś Sieraków. Niemiecka piechota zaatakowała wraz ze wsparciem kilkudziesięciu czołgów z 11. pułku pancernego. Polscy ułani i strzelcy konni bronili się wykorzystując artylerię, działka przeciwpancerne i karabiny przeciwpancerne. Atak powstrzymano. W walce brał również udział czołg podchorążego Orlika. Wyjeżdżał na przedpole, oddawał serię strzałów do niemieckich czołgów, a następnie wycofywał się na bezpieczne stanowisko. Walczył umiejętnie, wykorzystując warunki terenowe. 7 spośród blisko 20 zniszczonych w tym boju czołgów niemieckich padło łupem Romana Orlika.

    Wielkopolskiej Brygadzie Kawalerii udało się przebić do Warszawy. Wraz z nią do stolicy trafił także 71. dywizjon pancerny. Po ciężkich walkach i przemarszach pozostały w nim jedynie dwa wozy TKS z działkami. Jednym z nich był wóz dowodzony przez podchorążego Orlika. ''Tekaesy'' wzięły później udział w obronie stolicy, nie odnosząc już żadnych efektownych sukcesów. W czasie kapitulacji miasta zostały zdewastowane przez własne załogi tak, żeby nie mogli z nich skorzystać Niemcy. Podchorąży Orlik zdołał uniknąć niewoli...

    Roman Orlik w czasie wojny ukrywał się przed Niemcami, a po niej - przed Rosjanami. W pierwszych latach istnienia PRL wspominanie o zaszczytnej służbie w ''sanacyjnym'' Wojsku Polskim mogło zaprowadzić do więzienia, a i w późniejszych latach nie było dobrze widziane przez władze. Komuniści na wszelkie możliwe sposoby starali się zdyskredytować II Rzeczpospolitą, Wojsko Polskie i zasługi żołnierzy. Roman Orlik prowadził więc ciche i spokojne życie - założył rodzinę, pracował jako architekt. Dopiero pod koniec życia - zmarł w 1982 r. - złożył relację o walkach, w których brał udział.

    Niemal natychmiast rozpoczęło się podważanie dokonań Romana Orlika. Wskazywano, że niemieckie czołgi nie zostały zniszczone, bowiem wiele z nich zdołano odremontować (Niemcy słyną z pomniejszania własnych strat metodą ''kreatywnej księgowości''.) Pojawiły się również opinie, że do czołgów zniszczonych przez Romana Orlika strzelał nie tylko on. Do najbardziej ''medialnego'' sukcesu - zniszczenia czołgu księcia raciborskiego pod Pociechą - przyznają się zarówno ułani (wspomniany już kapral Adam Furman), jak i dowódca innego czołgu z 71. dywizjonu pancernego: kapral Tritt. Wcześniejsze zniszczenie trzech czołgów pod Brochowem przypisuje sobie również imiennik Orlika, podchorąży Nawrocki. Sprawy nie ułatwia to, że od wydarzeń 1939 r. do zebrania o nich relacji minęło kilkadziesiąt lat.

    Władze Rzeczypospolitej uznały jednak, że laury należą się Romanowi Orlikowi. W 1979 r., decyzją prezydenta RP na wychodźstwie Juliusza Sokolnickiego, został awansowany na stopień podporucznika. Odznaczono go również orderem Virtuti Militari. Jest największym polskim asem broni pancernej, a 13 zniszczonych we wrześniu 1939 roku czołgów niemieckich sprawia, że jest również pierwszym asem pancernym II wojny światowej.

     

     

     

     

  1. buli 2019-02-15 10:36:25

    Witam. Postaram się w tym temacie ogarnąć TKS z działkiem 20mm  którym Roman Orlik pokazał Niemcom że rozmiar nie ma znaczenia i liczy się tylko zdolność trzeźwego myślenia, serce, wola i chęć do walki z agresorem.

    Mam w planach wykonać dioramę z wrakiem zniszczonego czołgu Niemieckiego księcia ... Jednak idzie wiosna prace przy domu, dzieci +praca zapewne będą skutecznie to utrudniać, ale ... , myślę że "pomożecie'

  1. aragorn001 2019-02-15 11:31:23

    Bardzo ciekawy temat, rys historyczny super! Nie znałem tej historii Romana Orlika. A do tego szykuje się dioramka . Już mi się buzia uśmiecha. Zasiadam na widowni i chętnie poradzę jak będę mógł! Brawo!

  1. AndDi 2019-02-15 12:01:44

    Trzymam kciuki. Jak nie raz pisałem lubię dioramy, dodają życia modelom.

  1. buli 2019-02-15 15:36:44

    Dziękuję, takie wpisy motywują !!!

    W sumie jak pisałem "pomożecie" to tak naprawdę to miałem na myśli. Mianowicie poszukuję modelu PzKpfw IV Ausf. B. Poszperałem troszkę w necie sklepach i echo. Tu na kartonówkach widziałem że jest sklejony z micro model , ale nigdzie nie mogę go trafić jako całą wycinankę. Zębów jeszcze na sklepach i poszukiwaniach modeli nie zjadłem, więc idzie to strasznie opornie. Może ktoś ma na stanie i mu leży w szufladzie, ew wie gdzie go nabyć. Będę wdzięczny za pomoc.

  1. Zbyszek001 2019-02-15 21:18:40

    Świetny opis wstępny. Kapitalnie przeplatasz opisy bitew z własnymi osądami i oceną realną siły Polskiej Armii. Bardzo interesująco i bardzo ciekawie. Pozwolisz, że korzystając z Twojego tematu nieco tylko te dane uzupełnię.

    Polską silę pancerna szacuje się na około 600 czołgów lekkich, odejmując prototypy zakupione od Francji i stare FT 17. Oraz przestarzałe samochody pancerne.

    Te 600 to realna siła, choć tak jak piszesz wszystkiego było prawie 1000 sztuk

    Niemcy mieli około 2800 czołgów. I tylko 331 najnowszych Pz III i IV

    Sowiety na froncie zachodnim około 6 000 choć w sumie w tym okresie różnych typów mieli ponad 25 000.

    Ciekawe Anglia miała około 1150 czołgów w tym przestarzałe tetrarchy, w liczbie ponad 200

    Francja za to ponad 2 600 czołgów.

    Byliśmy w pierwszej dziesiątce najlepiej wyposażonych armii w broń pancerną na świecie. Tutaj nie mamy się czego wstydzić. A ze swoimi 950 000 wojska pod bronią, świetnie wyszkolonymi do tego. Nie mięliśmy się czego wstydzić w porównaniu do 1 850  000 Niemców i 1 500 000 sowietów

    Ale jak piszesz propaganda sowiecka i sowieckich dupolizów Polskiej narodowości zrobiła wiele złego w mentalności kilku pokoleń Polaków.

    Siadam i śledzę z zapartym tchem. Niestety mam TKS z GPM. Oraz nic z innych wydawnictw. Ale poszperam.

  1. anber 2019-02-17 23:40:18

    Bardzo fajny temat podjąłeś. Ciekawy opis. Nie mniej w kilku kwestiach pozwolę się nie zgodzić. Mianowicie ciągniki C2P nie powstały na bazie tankietki. Były to dwie różne konstrukcje( o czym piszę w mojej relacji.) A co ciekawe, to tankietka przejęła nazwę TKS właśnie od tych ciągników, gdyż pierwotnie zwano te tankietki m.innymi STK gdzie "S" znaczyło specjalny.Druga kwestia to dowódcą trzeciego czołgu był  Wiktor IV Albrecht von Ratibor, syn śląskiego księcia raciborskiego Wiktora III. Podobno po walce próbowano ratować załogę z płonącego niemieckiego czołgu. Wyciągnięty dowódca był w stopniu porucznika i jeszcze żył, ale w wyniku rozległych poparzeń zmarł.Będę kibicował Twoim poczynaniom. Mam w planach jeszcze wrócić do tks-a, w wersji z wnętrzem. A tak to jaka? Pozdrawiam

     

  1. buli 2019-02-18 01:06:43

    Polacy pracowali nad różnymi wariantami oryginału zakupionego od Anglików i z różnym skutkiem rozwijano ten pojazd. Można stwierdzić na 100% że wszystkie te wersje powstawały na jednym pomyśle z lat 30 na potrzeby zmieniającej się sytuacji.

     

    Nie do podważenia jest również fakt że mimo posiadania sporych sił , czy to w sprzęcie , czy w ludziach reszta logistyki była strasznie hym... mizerna. Jednak jako kraj który ciągle był grabiony siłą ( a obecnie dobrowolnie przez wyzysk klasy pracującej ) to i tak łatwo skóry nie oddajemy . 

     

    Księcia też miałem opisać , ale to byłoby zbyt wiele. Czytałem gdzieś również że został on wzięty do niewoli i dopiero zmarl. Jednak nie było mnie tam i nie mogę napisać która wersja jest tylko prawdą. To że zginął przez trafienie czołgu pod jego dowództwem jest wersją która łączy wszystko . 

    Wersja GPM ( j/w) posiad całe wnętrze, ale wtedy klejona jest bez szkieletu . Jutro może mi się uda zamieścić zdjęcia bo coś już dłubie . 

     

    P.s. może pamiętasz nr farbek którymi malowaleś swoją tankietkę . Z góry dziękuję 

  1. anber 2019-02-18 22:54:32

    Niestety, co do odcieni kolorów, nie pomoge  gdyz moje tankietki malowałem mieszankami farb akrylowych. Niestety były to moje początki w kartonówkach i wszystko było dla mnie nowością. Nie mniej jednak tankietki były malowane tym samym trójkolorowym kamo co reszta pojazdów z tego okresu. Zielony-oliwkowy, ciemy brąz i piaskowy. Ja odcienie dobrałe sobie w oparciu o malowanie tp7 z Kartonowej Kolekcji. Podstawowe kolory zakupiłem w sklepie dla plastyków a później bawiłem się w dobieranie odcieni. I tak zieleń przłamałem tym brązem.Brąz podciemniłem czernią, a piaskowy przełamałem zielenia. Gdzieś tez powinienem mieć nr farb olejnych do polskiego kamo. Jak znajde do jak chcesz to ci je podam. Co do modelu to rozumiem że bedziesz wykonywał bez wnetrza ,ale dlaczego chcesz w dioramie PzKpfw IV, jak czołg dowodzony przez syna ksiecia to PzKpfw35(t). pozdrawiam.

  1. buli 2019-02-18 23:53:32

    Mam zwykle farbki , ale nie chce mi się bawić w mieszanie koloru i poszperam za gotowymi . Jednak dziękuję . 

     

    Dlaczego Pz.Kpfw IV ??? Źródła podają o trafieniu trzech czołgów 18 wrzesnia 1939 roku. Dwa Pz.Kpfw 35 (t) i jeden Pz.Kpfw IV. Książę jako dowódca plutonu czołgòw zapewne jeździł najlepszą maszyną. Są zdjęcia jak czołg został trafiony i łatwiej będzie wrak odwzorować. 

     

    Tak w miejsce wnętrza postanowiłem zrobić drugą tankietkę z karabinem. Raz że szkoda czasu na środek którego nie będzie widać , a dwa że nie wiem jak będzie szło malowanie i wolę mieć sztywną konstrukcję 

  1. buli 2019-02-21 09:08:17

    Jak pisałem troszkę sie pobawiłem ze szkieletami. Wzmocniłem dodatkowym kartonem i zalałem wszystko klejem żeby łatwiej się szlifowało przy pasowaniu obudowy. Wszystko sobie schnie na grzejniku, a ja zmagam się z żukiem żeby go skoczyć w taki sposób, aby nie palił w oczy ... Jeszcze może z tydzień i planuję zabrać się za podstawkę do dioramy. Wikol i inne chemikalia potrzebują czasu na schnięcie, więc może sobie parować jak będę działał z inną materią. Tak powolutku będę się kołatał z tematem ...

     

    Udało też wyszperać Pz.Kpfw IV. Skala inna niż tankietka i trzeba będzie posiąść kolejna odznakę harcerza w skalowaniu. Co ciekawe papier od strony wydruku jest jak nowy, aż dziwnie to wygląda. Od strony niezadrukowanej wszystko żółte, a z nadrukiem jak "nófka"

  1. anber 2019-02-25 23:03:05

    Liczyłem po cichu, że zrobisz wnętrze. Byśmy sobie je skonfrontowali, ale o.k. Ja tez mam para takich przypadków. Farba tak szybko nie żółknie jak nie zabezpieczony papier.;-)

  1. buli 2019-03-14 09:03:20

    Jeden "jeżyk" można powiedzieć że dotarł do etapu oczekiwania. Bez aerografu  go nie ruszam. Zakup sprzętu, farbek i innej chemii pewnie będzie sporym wydatkiem, więc muszę użyć porządnej strategii w stronę małżonki. 

     

    Żeby troszkę odpocząć zabrałem się za PzKpfw IV skalowanie nawet idzie dobrze ...

  1. anber 2019-03-15 23:28:21

    Jeżyk spoko. Kratka raczej powinna być w romby, ale to szczegół.  Widzę, ze podkładu nie żałowałeś, a nie przygotowałeś sobie niepomalowanych miejsc do przymocowania pozostałych elementów do bryły modelu.Jakim klejem planujesz je mocować? Jeśli natomiast, dopiero chcesz zacząć zabawę z malowanie aerografem, to musisz zdawać sobie sprawę, że sam aerograf nie załatwi sprawy malowania. Bedzie trzeba, poćwiczyć nim zaczniesz malowanie modelu. Nie mniej trzymam kciuki za powodzenie. 

  1. buli 2019-03-16 09:27:14

    Dzięki za zainteresowanie 

    Resztę już będę kleil Ca. Podkład z puchy i mimo sporej odległości wygląda jak zalany . Z aerografem miałem już doczynienia i robiłem kiedyś zaprawki , ale ze wtedy zakupiłem chiński ... Już do niczego się nie nadaje 

    Nie lubię narzekać , ale chyba klejac mogę napisac kilka słów . Opracowanie tego  modelu to jakiś koszmar przy sklejaniu kadłuba szukanie nieistniejących części , szkielet za mały , ew górna sklejka za duża , a wózki nad którymi obecnie siedzę to już w ogóle mam wrazenie że muszę sam wymyślić jak skleić to w całość posiadajac jeden rysunek z częściami od innego czołgu 

    To nie MM z zamierzchłych czasów , tylko świerzy wydruk ... Raczej nie kupię już nic z tego wydawnictwa

Rezultaty 0 - 15 z 15 pozycji
Udostępnij temat: