Coś mnie naszło i wziąłem się za klejenie Amerykańskiego okrętu, którego dowódcą był polak - Leon Grabowski. Okręt walczył o zdobycie Iwo-Jimy i Okinawy, gdzie został uszkodzony przez kamikaze.
Model w skali 1:200 posiada kadłub nietypowy dla ówczesnych okrętów. Przekrój poprzeczny pokładu tworzy linię łuku, przekrój wzdłużny tworzy łagodną "kołyskę". Część denna dziobu, począwszy od drugiej wręgi wznosi się łagodnie ku górze. W takiej sytuacji, chcąc zachować symetrię kadłuba i zapobiec jego zwichrowaniu - zdecydowałem się na wykonanie pomocy typu: "legowisko", wykonanego z przeciętego blatu kuchennego. Bazuje ona na jedynej prostej linii w okręcie - linii wodnej. Jestem na początku drogi. Ciekawe czy to mnie nie zniechęci. Na razie pokancerowałem sobie palce podczas rżnięcia tej płyty.
Okręt opublikowany jest w wydawnictwie MODELIK nr:6/2001, tam też znajduje się krótki rys historyczny działań bojowych tego okrętu. Poza tym troszkę czytałem o nim i działaniach bojowych na Pacyfiku floty USA i Japoni w kilku książkach autorstwa Jerzego Pertka.
Zdecydowałem się dzisiaj wypełnić przestrzeń między wręgami śródokręcia, pianką zakupioną w kwiaciarni. (pianka służy do mocowania suchych kwiatów). Chcę w ten sposób zabezpieczyć burty przed przypadkowym wgnieceniem podczas stawiania na podstawkę, lub niespodziewanego uchwycenia przez małe rączki. Doświadczyłem tego przy budowie poprzedniego mojego okrętu; USS "Porter". Doprowadzenie później burt do stanu pierwotnego jest trudne. Pianka jest materiałem bardzo łatwym w obróbce i kształtowaniu, ale niestety pozostawia po sobie sporo pyłu na całym biurku i okolicach, co wyzwala w żonie energię do gderania (znamy to wszyscy)
Zostało mi jeszcze trochę pianki, więc wypełniłem całą przestrzeń nadwodną, i śródokręcie poniżej linii wodnej. Jest to dla mnie nowe doświadczenie, gdyż pierwszy raz wypełniam kadłub taką pianką. Dotychczas wypełniałem styropianem, lub wklejałem rozpórki. Muszę przyznać, że ta pianka świetnie się daje obrabiać. Pokład okrętu w przekroju poprzecznym jest uformowany po łuku, więc do jego uformowania, ułożyłem go na mojej desce montażowej dociskając gumami.
Gumy dociskały pokład w miejscu wręg, a więc nie zagniatały pokładu. Pod gumy (już po zrobieniu zdjęć) podłożyłem paski brystolu aby nie zostały ślady na pokładzie.
Dzisiaj pozwoliłem sobie na montaż poszycia dna. Były małe niedokładności. Jeden segment od strony dziobu był za długi o 4 mm. Powodowało to efekt domina i każdy następny segment wychodził poza obrys wręgi. Segment trzeba było dopasować. Z kolei ten od strony rufy był za krótki o 4 mm i nie dochodził do wręgi. Dorobiłem sztukówkę i poszycie dna ma już właściwą długość. Teraz jednak dno wymaga lekkiego oszlifowania i pomalowania za względu na biały kolor sztukówki.
Po "sztukówkach" dwóch odcinków poszycia, trzeba było całe dno przeszlifować, a to pociąga za sobą malowanie części dennej. Przeszlifowany papier po malowaniu "dostał włoski", stał się chropowaty, więc trzeba go będzie przeszlifować i pomalować powtórnie. W każdym razie kadłub został ukończony i można go "wodować".
Dodam: Powtórne szlifowanie i malowanie jest trudne gdy zamontowane już są śruby i ster. Bardzo łatwo je uszkodzić i "zapaćkać" burty. Nauka na przyszłość: Burty i śruby montujemy wtedy, gdy już jesteśmy pewni, że dno okrętu nie będzie wymagało poprawek.
Kadłub sobie schnie, gdy ja w tym czasie robię maszt. W "Leutze" maszt jest stosunkowo prosty i składa się z jednej rury. Mój maszt wykonałem z listwy z drewna bukowego. Przy podstawie maszt ma 4,5 mm średnicy i zwęża się ku górze do 2,5 mm na szczycie. Czaszę anteny wykonałem z siatki filtrującej olej transformatorowy. Po wykonaniu doszedłem do wniosku, że lepsza by była siateczka z wylewki kranu zlewozmywaka. No trudno. Tak już zostanie. Siateczkę z wylewki wykorzystam innym razem.
Praktycznie każdy segment nadbudówki montowanej do obłego i pochyłego pokładu, wymagał wielu przymiarek i przeprowadzenia korekt. Najtrudniej było wypoziomować górny pokład, który położony na czterech segmentach przybudówek, przypominał rozciągniętą sinusoidę. Aby zachować prostą linię poziomu pokładu, należało obniżyć o 1 mm co drugi segment nadbudówek.
Przyszedł czas na wykonanie elementów okrętu. Wieże dział posiadają fartuchy luf, co przy skali 1:200 stanowi istną ekwilibrystykę. Mimo to postanowiłem się tym pobawić. Fartuch wykonałem z fizeliny i pomalowałem go na czarno, przez co fartuch niechcąco się usztwnił. Sam nie wiem, czy należy wykonywać fartuchy dział przy tej skali. Inną sprawą jest wydrukowanie planów "w siatkę". Farba nie pokrywa całej powierzchni papieru, (nie stanowi gładzi) przez co nawet najlepiej dobrany retusz, lub podmalowanie - natychmiast jest widoczne i jakby nie pasuje do całości. Farba retuszu pokrywa powierzchnię jednolicie, więc na tej"siateczce" wyglada jak zabrudzenie.
Fartuchy dział zrobiłem z zielonej fizeliny. Po zamontowaniu pomalowałem je na czarno, tak jak to było w oryginale. Być może odbłysk lampy zafałszował obraz.
Powoli zabieram się do montażu elementów na kadłubie. Jak zwykle, każdy z nich trzeba dopasować.
Szukałem i znalazłem fotkę okrętu LEUTZE z szarymi fartuchami luf i ciemno-szarym kolorem wierzchu dział. No i... zastanawiam się czy zmienić mój czarny kolor na jasno szary, jaki ostatnio widziałem. Może i wierzch dział też zmienić? Cholerka...
Jak to przy budowie jednostek pływających bywa, dość często się zdarzają drobiazgi do poprawki. Nie o wszystkich tutaj piszę. Podam tylko mały przykład:
> cz. 47a - powinny być 2 prawe i 2 lewe. Wydrukowano 4 prawe
> cz. 46a i 86 brak wydruku w wydaniu.
Ponieważ części te są dość proste, więc sam wyrysowałem siatkę tych części i udało mi się nawet dobrać kolor na drukarce. Przy prawych wykonanich cz. 47 - zaszła konieczność zamalowania białych plam.
Tak sobie myślę, że dobrze by było, gdyby wydawca dodał nieduże zapasowe kwadraty z kolorami występujacymi w modelu. Można by wtedy zakleić białą plamę fragmentem wyciętym z takiego zapasowego kwadratu. Zresztą,- jakby tak wszystko od razu pasowało, to było by chyba nudno!
Za diabła nie wiem po co jest część 39 lp. Nie ma jej w żadnym opisie, ani na żadnym rysunku montażowym. Nie mogę się zorientowć gdzie mam ją przykleić. Zostanie pewno jako pamiątka.
Wg. wydrukowanych oznaczeń, ostatnia wieża rufowej artylerii głównej styka się z przybudówką podstawy działka. Konieczna jest korekta i przesunięcie wieży albo przybudówki. Pierwsza i druga wieża rufowa zachodzi na przybudówki i to też wymaga korekty. Konieczne będzie zamalowanie białych plam pod stanowiskami dział po ich przesunieciu o 3-4 mm.
W tej chwili nie mogę przeprowadzać takiej operacji, ze względu na dość sporą już zabudowę pokładu. Ale jest wyjście. Przed rozpoczęciem budowy, zeskanowałem wydawnictwo robiąc sobie "kopię bezpieczeństwa". Teraz mogę wydrukować interesujący mnie fragment okrętu i zakleić powstałe białe plamy.
Inną sprawą jest reling. Z chęci eksperymentu zastosowałem fragmenty relingu ciętego laserowo z szarego brystolu. Nie wymaga on malowania. Niestety, okazało się, że jest podatny na wpływ wilgotnego powietrza. Podczas otwierania okien przy wietrzeniu pokoju, reling traci na sztywności a jego barierki tracą prosta linię, przechodzac w lekką falę. Po postawieniu modelu w suchym pomieszczeniu, reling napręża się i wraca do właściwej postaci. Sprawę polepsza pomalowanie relingu farbkami akrylowymi i trzymanie modelu w gablocie za szkłem. Nie jest to jakaś duża sprawa, więc może się czepiam? W poprzednich moich modelach stosowałem reling fototrawiony w blaszce mosiężnej i ten problem nie istniał (np. w USS Porter, ORP Piorun) No, ale chciałem się czegoś dowiedziec i nauczyć i teraz już wiem.
Wojtek: Dzięki za fajne fotki Cassin Young. Przydadzą się do porównań. Widzę, że jest to bliźniacza jednostka z Leutze, z tym samym kadłubem, kominami i pudłami wież artylerii. Różnica jest w nadbudówce sterówki i masztu. Ja mam tylko jedno zdjęcie Leutze wykonane okrętowi na morzu. Opracowanie modelu Leutze pokazuje reling stały wykonany ze spawanych rur, podczas gdy Cassin Young miał reling w postaci napinanej linki na której rozpięta jest siatka ochronna.
Obecnie ze względu na ferie zimowe i spowodowane tym inne zajęcia, - prace przy modelu spowolniły się. Model musi być chroniony, gdyż pojawiły się inne palce, chcące zmodyfikować go po swojemu.
Szaman: Nie mam dobrego sposobu na eleganckie skany. Posiadam urządzenie Epson Stylus SX-400 i głównie w jego ustawieniach zmieniam nasycenie kolorów i wymiary. Ze względów zawodowych mam program do projektów (konstrukcji)- "DESIGNER", a on do takich korekt się nie nadaje. Więc się pitolę ze swoim Epsonem jak przystało na rasowego amatora. Do moich celów to mi wystarczy. Niestety, niczym ciebie tutaj nie zaskoczę.
Wojtek: Jeszcze raz dzięki za fotki. Napewno się przydadzą.
Prace przy okręcie zbliżają się ku końcowi. Pozostały tylko relingi do zamocowania i olinowanie. Relingi po pomalowaniu trzeba rozciągnąć na deseczce i wysuszyć koło kaloryfera. Do olinowania wykonałem sobie prymitywny szablon, by później cały podzespół zamocować na maszcie. Pierwszy raz tak robię, więc ten model w połowie jest eksperymentalny. (wypełnienie pianką kadłuba, relingi z brystolu, fartuchy dział - dwa razy przemalowywane, przybrudzanie grafitem dział) Zobaczymy co da się zastosować w dalszych modelach, a czego należy unikać.
W końcu uporałem się z okrętem i bandera powędrowała na maszt. Przy tym modelu przetestowałem parę sposobów wykonania. Wypełnienie suchą pianką szkieletu kadłuba zdało egzamin. Pianka niewątpliwie chroni burty i dno kadłuba przed przypadkowym wgnieceniem i ułatwia montaż burty. Reling cięty laserowo w brystolu sprawia wiecej kłopotów niż reling fototrawiony. Nawet delikatne malowanie powoduje, że reling robi się "ciastowaty", wygina się i tak zastyga. Aby temu zapobiec należy go malować na deseczce i zostawić do wyschnięcia. Reling wsysa farbę i po wyschnieciu wygląda jak zebra, wymaga więc powtórnego malowania. Po malowaniu nabiera sztywności i trzeba go powtórnie pasować do kształtu kadłuba. Można reling przykleić niemalowany - jeżeli komuś pasuje jego kolor niebiesko-szary. Niemalowany jest przyjemniejszy w obróbce. Ma jedną niewatpliwą zaletę: 120 cm relingu z brystolu kosztuje tylko 7 zł, podczas gdy fototrawiony: -80 cm kosztuje 24 zł. Nie ma nic za darmo! Co do brudzenia wieży artylerii grafitem, - to chyba niezbyt dobry pomysł. Rezygnuję z niego. W odróżnieniu od pojazdów wojskowych - okręty ładniej wyglądają, gdy są czyste, bez śladów okopcenia. Uważam, że wykonanie na szablonie olinowania jako gotowego podzespołu, zdało egzamin. Teraz robię sobie odpoczynek. Zdjęcia wstawię na forum gdy znajdę chwilę czasu. Dzisiaj pokazuję sylwetę okrętu.