Dzień 1 :
Witam Szanowną brać modelarską. Postanowiłem założyć relację bo udało mi się nabyć drogą kupna na śjakiejś aukcji internetowej model "hobby model" SAAB JA - 37 VIGGEN . Przeszukawszy cały internet (który dla ułatwienia uprzednio skopiowałem na dyskietkę) nie znalazłem żadnej relacji z jego budowy co jest głównym powodem powstania tego co widzicie. Model należy do tej starej (powinienem raczej napisać oldschool-owej bo stara się źle kojarzy) generacji gdzie autor (pan Michał Grabowski) rysował model ręcznie . W czasie czytania instrukcji wystraszył mnie punkt, który złowieszczo donosi "Model należy do bardzo trudnych ... " więc możliwe, że zobaczycie jak coś sknocić w wielkim stylu. Tak czy inaczej walor rozrywkowy pewny :) . Założenia do wykonania modelu : będę się starał nic od siebie nie dodawać (wyjątek może stanowić wnętrze kokpitu bo to z wycinanki jest buraczane i w dodatku srebrne), przemaluję pociski bo te w wycinance są niebieskie a w rzeczywistości zielone. Wspomagam się przeglądem konstrukcji lotniczych bo rysunków w wycinance jest mało oj mało. Oczywiście zdjęcie z naklejoną tekturą na wręgą być musi więc nie mam zamiaru nijakiej secesji od zasad tu czynić i zamieszczam takowe. To co widzicie to plon dzisiejszego dnia (jakieś 7 godzin). Model jest projektowany na jedną wręgę i jak już pisałem rysowany ręcznie. W związku z czym pojawiają się nieliche niedokładności, które pokazałem mam nadzieję . Wydany jest za to na kredowym papierze świecącym imitującym metal więc wygląda fajnie (tylko trzeba uważać żeby nie pobrudzić bo straci blask). W przypadku mojej wycinanki w kilku miejscach ze starości kolor się jednak wytarł (widać na zdjęciu). Autor w opisie proponuje wnęki podwozia wyciąć po sklejeniu kadłuba co mnie osobiście wydaje się rzeczą niemożliwą, więc zrobiłem to od razu zanim zamknąłem pierwszy segment. Podmalowałem też wnętrze dyszy wylotowej bo jasnoszara to przegięcie. Jak do tej pory model nie sprawia większych problemów (jak na ręcznie rysowany) .Wręgi wymagają delikatnego szlifowania ale bez przesady . Po prostu ostatnio sklejałem same nowe opracowania komputerowe, które kleją się same i odwykłem.
Dzień 2 :
Dziś miałem dzień roboczy inaczej . Oglądawszy skoki narciarskie na żywo z kraju kwitnących samurajów pozwoliłem sobie odespać to wyzwanie i w związku z czym wstałem o 14 , pokleiłem do 19 i teraz oglądam mistrzostwa afryki w piłkę pokopaną. Powstał zatem dziób z wnęką podwozia i kabiną (które to a jakże autor kazał wyciąć później co oczywiście olałem - przypomniał mi się film Apollo 13 jak wsadzali większe filtry do mniejszej obudowy) . Wyposażeniem kabiny zajmę się jutro. Co do spasowania nie mam uwag - bardzo dobre. Co do kształtu nosa owszem mam wrażenie, że niewiele ma wspólnego z prawdziwym kształtem . Skorygowałem to co nieco wklejając jeden z segmentów do góry nogami (ten przed owiewką) inaczej nos byłby opadnięty jak u kojota ze strusia pędziwiatra.
Dzień 3 :
Dziś zgodnie z planem- kopit . Knułem i knułem nad tym co autor zaproponował i stwierdziłem, że niestety zrobię to po swojemu. To będzie odstępstwo od standardu ale niestety tak mam, że bardzo lubię jak we wnętrzu kabiny coś się dzieje. Zaadaptowałem prawie w całości tablicę przyrządów - zmieniłem tylko kilka ekranów na kolorowe. Cały fotel pilota poszedł na śmieci - zrobiłem swój w/g zdjęć . Po dwóch godzinach pracy na poziomie milimetrów wymiękły mi gały a ręce trzęsą się jak u alkoholika z dziesięcioletnim stażem (do tego mi jeszcze paru lat brakuje). W związku z powyższym wycinanie ramki na owiewkę dziś to pomysł z innego świata. Tym zajmę się jutro. Na zdjęciach moje osiągnięcia - szczyt możliwości swych niniejszym osiągnąłem i mogę odejść w spokoju.
Dzień 4 :
Jako człowiek starej daty używam butaprenu i inne kleje mnie przerażają . Kreda to faktycznie wyzwanie bo nie dość, że widać na niej dosłownie każdy ślad to jeszcze jest bardzo cienka i trzeba uważać żeby jej nie powginać. Dziś zrobiłem tylko kokpit i wloty powietrza. zdjęcia dam jutro bo mi baterie padły w aparacie. Mój egzemplarz jest niestety podniszczony ze starości i miejscami metaliczny połysk się pościerał co wygląda nieładnie. Mam pomysł żeby cały model po sklejeniu potraktować jakimś lakierem ale to zniszczy jego kredowatość. Może po prostu tak zostawię i będę udawał, że to ślady eksploatacji Może jednak potraktuję go papierem ściernym 1000 robiąc nowe zmatowienia symulujące te powstałe przy tarciu o powietrze. Nie mam pojęcia .... Jeszcze jedna rzecz : jak zauważyłem poszczególne arkusze mają nieco inny odcień srebra bo się nierówno wytarły podczas leżenia w jakiejś szafie czy gdzieś tam gdzie poprzedni właściciel model trzymał , wygląda to dziwnie ale na to już nic nie poradzę. Pokażę na fotkach. Jak do tej pory problemy ze spasowaniem znikły wygląda na to, że dotyczyły tylko kadłuba.
Dzień 5 :
Zgodnie z obietnicą wczorajsze zdjęcia i plon działań dzisiejszych. Jest sporo niedopasowań ale niewielkich nie rzucających się w oczy. Model aż się prosi żeby wyciąć ster kierunku ale przyjąłem konwencję klejenia w standardzie i będę się tego trzymał. Czekam na porady we wcześniejszym poście.
Panowie dziękuję za porady i wybicie mi z głowy niedorzecznych działań z papierem ściernym. Lakierować też nie będę bo zrobiłem test na pociskach powietrze powietrze, które i tak przemaluję na zielono bo w wycinance mają nierealistyczny kolor, test wypadł straszliwie : pofałdowały się całkowicie !. Jeśli zrobiłbym coś takiego na modelu to wylądowałby na pewno w koszu. Dziś mam w planie produkcję płatów w wnękami podwozia, które autor kazał (a jakże) wyciąć po przyklejeniu skrzydeł do kadłuba -> oczywiście to oleję i zrobię najpierw komory. Czuję, że tu nastąpi porażka bo sklejanie wielgachnych skrzydeł delta z tak cieniuteńkiego papieru to nie lada wyczyn . Zobaczymy.
Dzień 6 :
Kolejna odsłona tym razem skrzydła. Nie podklejałem samych skrzydeł brystolem ale pokryłem nim konstrukcję dźwigarów co dało ten sam efekt. Albo coś poknociłem w szkielecie albo jest niezły babol w projekcie wnęk podwozia - zobaczcie zdjęcie. Powiem tylko tyle, że nie było problemu z poprawieniem ... wystarczyło przyciąć o jakieś 4 mm. Skrzydła są wielgachne , składają się z dwóch połówek i trzeba baaardzo uważać żeby krawędzie natarcia i spływu były proste. Jak widzę ten model nadaje się doskonale do waloryzacji : komory podwozia można by odbajczyć , klapy i lotki zrobić ruchome leciutko przerabiając dźwigary ale słowo się rzekło i kleję w standardzie .
Dzień 7 :
Dziś niewiele mi się chciało więc zrobiłem tylko podwozie główne i usterzenie poziome. Teraz widać nieortodoksyjną sylwetkę Viggena. Ciekawe jest podwozie : koła są bardzo cienkie żeby się zmieścić w cienkich skrzydłach delta ale za to jest ich 4, żeby przenieść ciężar płatowca i umożliwić lądowanie na przygodnym lotnisku polowym. Tyle na dziś
Dzień 8 :
Witam . Prezentuje plon weekendowy czyli wszystkie pierdoły pod spodem samolotu . Było tego mnóstwo ,małe i upierdliwe. Żadnych problemów nie stwierdzono.
Na tym ostatnim zdjęciu nareszcie widać różnicę kolorów między wlotami a resztą kadłuba :).
Dzień 9 :
Dziś przykleiłem cztery pierdyliardy części, których nie widać bo mają dwa milimetry. Zawziąłem się i przykleiłem już wszystkie i dla odprężenia skleciłem zbiornik. Muszę posypać głowę popiołem i przyznać się do dużego błędu. Jest mi wstyd bo jestem starym lisem sklejającym li tylko latające rury więc powinienem wiedzieć dobrze, że każdy odrzutowiec musi mieć obciążenie w nosie inaczej siada na ogonie. Nie mam pojęcia czemu to olałem w tym przypadku ale fakt jest faktem SAAB stoi tylko na czterech kołach a nos ma podniesiony o jakieś 10 stopni - tylko dlatego o tak mało bo na więcej odchylenia 4 koła nie pozwalają. Żeby to skorygować nie psując dzioba wpadłem na szczwany pomysł. Przypadkiem średnica wewnętrzna zbiornika paliwa jest podobna do średnicy monety 10 groszowej. Wkleiłem zatem 10 monet o wartości w sumie 1 złotego do wnętrza zbiornika i teraz jak go przymocuje pan Isaak Newton i jego prawo ciążenia ściągną przednią goleń spowrotem w kierunku matki ziemi.pozdrawiam
Dzień 10 :
Dobry wieczór wierni widzowie. Dziś nastąpił długo oczekiwany koniec budowy . Uzbrojenie podwieszone (trochę przydrogi zbiornik spełnił pokładane w nim nadzieje i opuścił nos).
Czas na podsumowanie . Model wbrew temu co napisał autor nie jest bardzo trudny. Nie jest też prosty bynajmniej ale który odrzutowiec jest prosty w sklejaniu ? . Kleiłem w standardzie (z przymrużeniem oka dla wyposażenia kabiny) i zajęło mi to jakieś 80 godzin. Papier, na którym jest wydany to kreda więc to jest chyba główna trudność bo błędów nie wybacza i każdy problem widać od razu. Mój egzemplarz wycinanki był w dodatku kupiony za jakieś niewielkie pieniądze od kogoś kto odziedziczył go po kimś i trzymał w pudle pewnie w piwnicy. W związku z powyższym warstwa metalicznej farby gdzie nie gdzie się wytarła a niektóre części są porysowane (na szczęście widzę to tylko ja z bliska ) . Jeśli ktoś sklei sobie z lepszego egzemplarza to będzie wyglądał o niebo lepiej. Co do sklejalności to na prawdę nie wiem czemu miałem jakieś problemy ze spasowaniem kadłuba (pewnie to wynika z tego, że nie umiem sklejać na zakładkę), pozostałe części są dopasowane bez zarzutu (jak na ręcznie rysowany model pan Grabowski może chodzić z wysoko podniesioną głową). Jedna dziwaczna rzecz zdarzyła mi się przy komorach podwozia głównego i nadal nie wiem czemu. Model jest ciekawy bo i samolot sam w sobie jest ciekawy ze względu na nieortodoksyjny kształt skrzydeł i końca kadłuba z dyszą. Jest doskonałym materiałem do waloryzacji i dla modelarza z wyobraźnią może stanowić fajny temat. Może kiedyś kupię sobie drugi i się z nim pobawię ... kto wie?. Młodym modelarzom go jednak nie polecę bo sklejenie poprawne skrzydeł to niezły wyczyn a i utrzymanie geometrii też nie jest łatwe.